Adwent jest tęsknotą...

Adwent to nieustanna tęsknota za Bogiem
i na Jego przyjście w modlitwie czuwanie
to Boża miłość stoi za progiem
to słowo Boże które ciałem się stanie  
    
Ścieżkami życia Jezusa szukamy
i wciąż czekamy na spotkanie Jego
wszak od Ciebie Boże obietnicę mamy
że na ziemię ześlesz nam Syna Swojego
 

Czas Oczekiwania

I oto przeżywamy czas Adwentu. Można powiedzieć, że Adwent to drzwi roku liturgicznego; to drzwi, przez które wchodzimy w tajemnicę świąt Bożego Narodzenia; a potem jeszcze w kolejne tajemnice naszej wiary. Co nam mówią zatem adwentowe drzwi? Przechodząc przez te drzwi słyszymy wołanie proroka Jana Chrzciciela: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla niego. Św. Paweł zaśpisze, że Adwent jest to czas, w którym Bóg nas uświęca, aby nienaruszony duch nasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Aby tak się stało, Paweł nas zachęca: nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie. Bo to właśnie dziękczynienie otwiera drzwi naszego serca dla Boga. Przechodząc przez adwentowe drzwi trzeba nam porzucić wszystko to, co światowe, co nie poświęcone, by móc czystym sercem popatrzeć na betlejemski żłóbek; by spokojnie oczekiwać nadejścia Pana. Stąd św. Paweł widzi potrzebę unikania wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Przez adwentowe drzwi trzeba przechodzić powoli, by serce mogło się dobrze oczyścić. Dlatego św. Paweł wzywa nas do większej modlitwy, abyśmy byli bez zarzutu, bez plamy i skazy, w dniu przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Jeśli więc usłyszymy wołanie proroka Jana Chrzciciela i będziemy porzucać światowe targowisko, kiedy nasze kręte drogi staną sięprostymi, wyboiste gładkimi; kiedy będziemy trwać na modlitwie – to przechodząc przez adwentowe drzwi ujrzymy zbawienie Boże. Pamiętajmy, że ważny jest każdy dzień naszego życia, każda chwila. O tym przypomina nam Adwent, który jest również oczekiwaniem na nadejście Pana na końcu czasów. Pewnego zimowego wieczoru sikorka spytała turkawkę: ile waży płatek śniegu? Nic – padła odpowiedź. To muszę ci opowiedzieć coś niesamowitego –ciągnęła sikorka – siedziałam właśnie na świerku, na grubym konarze przy pniu, gdy zaczął padać śnieg: wolno i bezgłośnie. Ponieważ nie miałam nic do roboty liczyłam z nudów płatki spadające na igły mojej gałązki – było ich dokładnie 1 611 945 i właśnie, gdy dołączył kolejny 1 611 946 płatek – ten, co niby nic nie waży – usłyszałam trzask: to odłamała się gałąź, na której siedziałam. Czy to nie dziwne? Wydaje się, że chwila nic nie waży… dzieńmija niepostrzeżenie, ale przecież od jednej chwili może zależeć nasza wieczność. W tym kontekście ostatni obraz. Mamy świątynię i jej drzwi zwane często bramą i mamy adwentowe drzwi. Ale oto i w nas samych są drzwi; te drzwi prowadzą do serca. To właśnie świadome przekraczanie progu świątyni i odkrywanie wartości adwentowych drzwi –to pomoc w otwarciu drzwi naszego serca. Ale z drugiej strony i my sami musimy czynić wysiłek, by otwierać drzwi swojego serca, bo na cóż zdadzą się pięknie ozdobione drzwi, jeśli w nas samych nie otwierają się drzwi, by mógłwejść Pan wraz ze wszystkimi świętymi.Niech głęboka wymowa świątynnych i adwentowych drzwi towarzyszy nam w tych dniach, które są przed nami, niech pobudza nasze serca do prostowanie ścieżek życia, póki jeszcze otrzymujemy dar kolejnych chwil życia, kolejnych dni…