"Na pustyni duszy, straciłem Twój ślad, tak mocno palił mnie mój grzech. (Odnalazłeś mnie…) Napoiłeś duszę mą, nakarmiłeś chlebem swym. Teraz nie ja żyję, lecz żyjesz we mnie Ty! Usłyszysz cichy płacz, kiedy inni się śmieją, i ukoisz ból, gdy inni ranią tak. Ty uzdrawiasz swą miłością - Leczysz nas!"

 

 Wakacje – czas wypoczynku.

Cieszycie się, że wreszcie wakacje. Po solidnej pracy, nauce trze­ba odpocząć. Ale to nie znaczy, że z wszystkiego się zwalniamy. Są rze­czy, bez których nie ma świętowania, odpoczynku, wakacji. Np. powietrze, którym oddychamy. Wyobrażacie so­bie, że jesteśmy pozbawieni powie­trza? No i byłby wtedy odpoczynek, ale wieczny. A nie o taki nam tutaj chodzi, prawda? Jak nie da siężyć bez powietrza, tak i każda „niezdro­wa atmosfera" jest nie do zniesienia. Koszmarne jest życie bez miłości i do­broci. Ciężkie, wręcz dramatyczne bywa życie bez poczucia bezpieczeń­stwa, czy choćby bez codziennego chleba. Idąc po tej linii, na pewno zgodzicie się z nami, że nie sposób być szczęśliwym bez Boga, który dał nam życie, który je podtrzymuje, ochrania, który nas uzdalnia do mi­łości i tą miłością darzy, którego Opatrzność czuwa nad nami. A zatem, recepta na udany odpoczynek wakacyjny. Oto ona:

Dziesięć dobrych rad na wakacje.

 1. Pożegnaj się z rodzicami, ale nie z Panem Bogiem.

 2. Nie zapomnij plecaka, a w nim książeczki do nabożeństwa i ró­żańca.

 3. Zabierz dobre buty, abyś w czasie wakacji doszedł do kościoła.

 4. Rozmawiaj nie tylko z ludźmi, ale i z Panem Bogiem - módl się!

 5. Kieruj się w drodze kompasem i przykazaniami, a nie zbłądzisz.

 6. Miej zawsze syty żołądek, a ni­gdy - puste serce: przystępuj do Komunii Świętej.

 7. Nałóż ciemne okulary, ale nie za­słoń sobie Pana Boga.

 8. Nie śmieć na postojach, ani we własnej duszy.

 9. Nie rzucaj w drodze kamieniami, ale uśmiechem.

 10. Po wakacjach wróć zdrowy, lepszy i zgłoś się znowu na katechizację oraz na systematyczne spotkania z Panem Bogiem we Mszy Świętej.

 

 

Refleksje niedzielna

 

 Na rozszalałym koniu pędzi jeździec. Na pytanie, dokąd tak spieszy, odpowiada: "Nie pytaj mnie, pytaj konia"...

Jesteśmy tak zapędzeni, że nie mamy czasu zastanowić się, dokąd nas to wszystko prowadzi. Czy nie wymyśliliśmy braku czasu, żeby nie zostać sam na sam ze sobą? 

Marzymy, żeby wreszcie odpocząć, mieć czas dla siebie, zapomnieć o telefonach, e-mailach, pośpiechu, napięciu, stresach. Odespać zarwane noce, zregenerowaćorganizm, zrobić głęboki wdech, wyciszyć się. Jest jak jest - wzdychamy - głowąmuru nie przebijesz. Czujemy jednak, że coś tracimy. Kard. Jean-Marie Lustiger, pytany przez dziennikarzy, czy ma czas na modlitwę, odpowiedział: "Nie, nie mam. Sam go sobie biorę". Więc: "Nie czas mnie, lecz ja czas wziąłem na kowadło". Potrzeba samodyscypliny! Mówimy przecież: "Dla chcącego nic trudnego". Wiele się dziś mówi o racjonalizacji gospodarki, usuwaniu absurdów hamujących jej rozwój i efektywność pracy. Nawet ci, dla których liczy się przede wszystkim zysk, rozumieją, że pracownik, z którego wyciska się "siódme poty", przestaje być efektywny. Wysyła się go więc na przymusowy urlop. 

Dobry gospodarz nie tłumaczy się brakiem czasu, ale bierze go sobie sam. 

- Kocha - więc rozmawia, słucha, pyta, staje do dyspozycji bliskich, żeby nawet waliło się i paliło. Pierwszy jest człowiek, nie rzeczy. 

- Nie żywi się tylko chlebem, ale i tym, co nasyca duszę: Słowem Bożym, częstą Komunią świętą, dobrąlekturą, czasopismem religijnym, wartościowym filmem, spektaklem. Rzeczy mierne, poniżej godności, odrzuca bez żalu. 

- Rozwija tężyznę fizyczną przez sport, piesze i rowerowe wycieczki, bo "w zdrowym ciele - zdrowy duch". 

- Czerpie codziennie duchowy oddech z Boga, który zaprasza: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię". 

- Pamięta, że idzie na spotkanie z Tym, do którego należy czas i wieczność.

 

 

 

 

 

.