Polska Misja Katolicka Osnabrück
Polska Misja Katolicka Osnabrück
teren naszej Misji obejmuje dekanaty miasta Osnabrück, poprzez cały Emsland i hrabstwo Bentheim, aż po Ostfriesland i wyspy na Morzu Północnym
OGŁOSZENIA
POLSKIEJ MISJI KATOLICKIEJ OSNABRÜCK
MSZE ŚW. 24.05.26 – 31.05.26
29.05 Pt 19:00 Osnabrück - St.Joseph, Miquelstr.25
31.05 5 Nd 9:00 Osnabrück - St.Joseph, Miquelstr.25
31.05 5 Nd 11:00 Osnabrück - Hl.Fam. („dziecięca“), Voxtruperstr. 83
31.05 4 Nd 14:30 Werlte - St.Sixtus, 49757 Hauptstr. 18
31.05 4 Nd 17:00 Papenburg-St. Michael, 26871 Umländerwiek rechts 1
04.06. 1 Czw 19:00 Dom-St.Petrus-Boże Ciało
05.06 1 Pt 19:00 Osnabrück - St.Joseph, Miquelstr.25
06.06 1 Sb 16:00 Osnabrück - St.Joseph, Miquelstr.25
6.06 1 Sb 18:00 Leer - St.Marien, 26789 Bavinkstr. 38
7.06 1 Nd 10:00 Osnabrück - St.Joseph, (Boże Ciało) pozostałe Msze św. w Osnabrück są odwołane
7.06 1 Nd 14:30 Aschendorf - St. Amandus, 26871 Große Straße 59 (Boże Ciało)
7.06 1 Nd 17:00 Emmeln - St.Josef, 49733 Kolpingstr. 16 (Boże Ciało) procesja Eucharystyczna
.......................
ZAKOŃCZENIE BIAŁEGO TYGODNIA i ROCZNICA I KOMUNII ŚW.
Dzieci komunijne z Osnabrück zapraszamy na zakończenie białego tygodnia. Zapraszamy też dzieci rocznicowe na ten dzień na Mszę św. 31.05.26 do Hl.Fam na godz. 11.00.
........................
BOŻE CIAŁO Osnabrück – prosimy dzieci pierwszkomunijne w strojach do sypania kwiatów (w Joseph na ndz.)
BOŻE CIAŁO Emsland- (Emmeln 07.06) Dla Emsland i Ostfriesland będzie to miejsce symbolicznego zakończenia „białego tygodnia” dla dzieci I Komunijnych, oraz rocznica I Komunii św. prosimy dzieci pierwszkomunijne w strojach do sypania kwiatów
........................
CONCORDIA. Misja organizuje wyjazd do Concordii na Dzień Młodych 27.6.26 (ciałem i ale też dla młodych duchem). Wspólny wyjazd planujemy z Osnabrück w godz. rannych, powrót późnym wieczorem (zbiórka 6:40 parking k.Sparkasse-obok Hl.Geiskirche OS – Lerchenstrasse 84, 49088 Osnabrück).
......................
KOMUNIA ŚW. 2027. można już zapisywać dzieci. W tym roku idzie rocznik 2017/2018. W wyjątkowych sytuacjach jest możliwość dla dzieci młodszych. W zależności od tego, gdzie będzie najwiecej zapisów, tam będą organizowane przygotowania. Przygotowanie obejmuje katechezę, przygotowanie do przyjęcia Sakramentów, wspólną integrację poprzez bale i zabawy. Także rodziny dzieci I Komunijnych poznają się nawzajem i uczestniczą w życiu Misji. Jest możliwość po zakończonym przygowaniu otrzymać zaświadczenie dla dziecka do przyjęcia I Komunii św. w Polsce. Możliwe miejsca dla katechezy I Komunijnej: OSNABRÜCK, Nordhorn, Lingen, Emmeln, Werpeloh, Werlte, Leer, Papenburg. / zgłoszenia: u Księży po Mszach św.
Poniżej publikujemy spisane przez kuzyna śp. Ks.Przybyłka: "Zapiski po Romku (ks. Przybyłku, w miesiąc po śmierci)"
Zapiski po Romku (ks. Przybyłku, w miesiąc po śmierci)
Wieczór ma swoją liturgię, której nikt nie spisuje. Najpierw cisza wchodzi do domu, potem światło przygasa, a w końcu zostaje tylko stół, herbata i pamięć, która nie potrafi zasnąć. Tak właśnie wraca ksiądz Roman — nie w wielkich zdaniach, nie w pomnikowych gestach, lecz w tym, co zwyczajne: w zapachu starych książek, w skrzypieniu drzwi do zakrystii, w śladach mokrych butów na schodach plebanii, w dźwięku dzwonów, który długo niesie się nad polami.
O księdzu mówi się często: „kapłan”. A przecież słowo „człowiek” bywa trudniejsze. Ksiądz Roman był człowiekiem: solidnym i sumiennym, nie szukającym rozgłosu, dyskretnym — takim, który umie milczeć bez wyniosłości. Raczej stawał w cieniu wielkich dyskusji, nie dlatego, że nie miał zdania, lecz dlatego, że nie trzeba było nim wymachiwać. Zdarzało się, że jego zdanie padało półgłosem, jakby między jednym łykiem herbaty a drugim, i zostawało na długo.
W prowincjonalnych parafiach są momenty, kiedy Kościół nie przypomina wielkiej instytucji, tylko dom — chłodny zimą, rozgrzany latem, zawsze trochę przykurzony. Wtedy najbardziej czuje się sens kapłaństwa. Nie w tym, co głośne, lecz w tym, co powtarzalne.
Poranek wpada przez okno zakrystii i kładzie na posadzce jasny prostokąt. W ciszy słychać tylko kroki i szelest kart. Księga ma ciężar prawdziwy, papierowy; brewiarz otwiera się jak codzienność, w której nie ma fajerwerków, jest za to wierność. Potem dzwon — krótki, konkretny — i nagle przychodzą ludzie: ze swoimi sprawami, z bólem, z radością, ze wstydem, z nadzieją.
Tak wyglądała jego droga: wierność, która nie potrzebuje świadków.
Urodzony 30 sierpnia 1956 roku w Radzionkowie, ochrzczony 9 września w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny — wyrastał w czasie, kiedy wiara była w Polsce jednocześnie codziennością i próbą. Był ministrantem przez lata. Był harcerzem. Była w nim młodość: zespół „Mały Śląsk”, górnicza orkiestra dęta, rytm, dyscyplina, poczucie wspólnoty. W późniejszym kapłaństwie ta młodość gdzieś nie zniknęła — tylko przycichła, jak muzyka, która gra w człowieku nawet wtedy, gdy na zewnątrz wszystko jest spokojne.
Wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie w 1975 roku. Studiował filozofię i teologię, a jednocześnie dotknął zwykłej pracy: staż w Przedsiębiorstwie Budowy Kopalń i Hut „Mifama”. To też jest ważne — bo kapłaństwo, jeśli ma być prawdziwe, musi znać ciężar dłoni. Dłonie księdza nie żyją tylko od hostii i ksiąg. One podają kubek, trzymają kierownicę, niosą torbę z zakupami, dotykają chorego czoła. U księdza Romana było w tych dłoniach coś, co zostaje po człowieku jak znak: spracowanie od zwykłego życia, nawet jeśli życie nazywało się „służbą”.
Święcenia diakonatu: 8 marca 1981, Piekary Śląskie. Święcenia kapłańskie: 8 kwietnia 1982, Katowice. Potem parafie w diecezji: Ruda Śląska, Jastrzębie-Zdrój, Tychy, Piekary Śląskie-Kamień. Kto patrzy z zewnątrz, widzi w tym tylko kolejne miejsca. Kto zna parafialny rytm, wie, że każda z tych nazw oznacza dziesiątki tysięcy małych spotkań: krótkie rozmowy w drzwiach, spowiedzi, dojazdy do chorych, telefon dzwoniący nie w porę, prośby, których nie da się włożyć w kalendarz.
A potem przyszło „tak”, które zmienia kurs życia: wyjazd do Niemiec. Od września 1994 roku posługa w Polskiej Misji Katolickiej: Hamburg (1994–2000), potem Osnabrück (2000–2024). Trzy dekady bycia „polskim księdzem” na obczyźnie — czyli bycia dla ludzi czymś więcej niż duszpasterzem. Tam często nie chodziło tylko o Mszę. Chodziło o język, który koi. O słowo „Szczęść Boże”, które brzmi jak powrót do domu. O to, że ktoś na emigracji nie czuje się już całkiem sam.
„Po co tak się spieszyłeś do ludzi?”
To pytanie pasuje do niego bardziej niż pochwały. Bo było w nim coś z człowieka, który nie umie przejść obojętnie obok cudzego kłopotu. Pomagał bez rozgłosu. Wolał, by dobro nie miało podpisu. Najczęściej opowiadał o tym pół zdaniem — niedokończonym, urwanym w połowie — jakby nie wypadało robić z tego historii. A jednak właśnie z takich pół zdań składa się pamięć o jego kapłaństwie: ktoś dostał wsparcie, ktoś miał podwiezione zakupy, ktoś został wysłuchany, ktoś wrócił do Kościoła nie przez argumenty, lecz przez cierpliwą obecność.
W kościele po wieczornej Mszy zostaje szczególny rodzaj ciszy. Ławki są puste, zapach kadzidła trzyma się jeszcze powietrza, światło przygasa. Wtedy samotność kapłana staje się bardziej wyraźna niż w środku tłumu. Samotność nie polega na braku ludzi, bo ludzie są prawie zawsze. Samotność polega na tym, że po zamknięciu drzwi zostaje w człowieku ciężar cudzych spraw — i trzeba go nieść dalej, spokojnie, bez skargi.
Kapłaństwo ma cenę. Czasem płaci się ją zmęczeniem, które wchodzi w kości jak wilgoć. Czasem nieustannym byciem „dla innych”, nawet wtedy, gdy brakuje sił. Czasem tym, że odpoczynek wydaje się czymś podejrzanym.
„Nigdy nie umiałeś odpoczywać…”
To zdanie brzmi jak wyrzut i jak podziw jednocześnie. W nim zawiera się cała prawda o cichej służbie: że nie jest romantyczna, tylko uparta. Jak drzewa, które trwają mimo wichur — nie dlatego, że nie czują wiatru, ale dlatego, że mają korzenie. Jak pola po żniwach: ogołocone, a jednak obiecujące kolejny sezon. Jak śnieg zalegający przy kościele — brudniejący od kroków, ale wciąż biały w miejscach, gdzie nikt nie stanął.
Był ciekawy świata, lubił podróże i rower. Takie rzeczy, z pozoru małe, mówią o człowieku więcej niż gładkie podsumowania: że potrzebował czasem oddechu, przestrzeni, drogi, na której nie trzeba rozmawiać, tylko jechać. Że radość miała u niego kształt prosty: krótka wizyta, żart powiedziany półgłosem, spotkanie, które niczego nie „załatwia”, a jednak ocala dzień.
W ostatnich latach, od września 2024, zamieszkał w Radzionkowie-Rojcy i pomagał duszpastersko w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jakby domknęło się koło. Jakby po latach głoszenia na obczyźnie przyszedł czas na cichą obecność u siebie — wśród tych samych ulic, tych samych drzew, tej samej pogody, która pamięta dzieciństwo.
Zmarł 17 kwietnia 2026 roku. Pogrzeb odbył się 23 kwietnia 2026 roku. Daty są konieczne, bo porządkują pamięć. Ale to nie one zostają najdłużej.
Najdłużej zostają proste gesty.
Zostaje dźwięk dzwonów, który ktoś wciąż słyszy inaczej.
Zostaje cisza kościoła po wieczornej Mszy.
Zostaje światło poranka wpadające przez zakrystię.
Zostają ślady butów po deszczu.
Zostaje zapach starych książek i kart przewracanych w pośpiechu.
Zostają dłonie — już nie gładkie — które pamiętają, ile razy trzeba było podnieść cudzy ciężar.
Kapłaństwo w jego wydaniu nie było błyskotliwe. Było wierne.
A wierność, kiedy przychodzi zmęczenie, jest cichym heroizmem. Nie takim, który krzyczy. Takim, który po prostu trwa.
„Pamiętasz, Romku…”
To zdanie brzmi jak rozmowa prowadzona ponad granicą, której nie da się przekroczyć stopą, ale którą serce wciąż próbuje dotknąć. Bo człowiek odchodzi, a jednak zostaje: w tych, którzy doświadczyli dobra bez rozgłosu, w tych, którzy na emigracji znaleźli kawałek domu, w tych, którzy zobaczyli, że można żyć dla innych bez pogardy dla świata, tylko z cierpliwą miłością.
I dlatego na końcu nie potrzeba pomnika.
Wystarczy ciepłe, proste dziękuję:
za życie oddane ludziom bardziej niż sobie,
za wiarę bez hałasu,
za dobroć, która nie potrzebowała świadków,
za obecność — zmęczoną, wierną, czasem milczącą, czasem pogodną.
Odpoczywaj w pokoju, Romku.
A pamięć niech zostanie tam, gdzie zawsze była najmocniejsza: w prostych gestach.
Radzionków-Rojca 17.05.2026
Antoni B. CMF